Podsumowanie 2 miesięcy z balonem żołądkowym – Ania.

Witajcie Kochani,

czas szybko mija, już 60 dni z Czesiem za mną 🙂

Dużo się dla mnie zmieniło przez ten czas- prywatnie, zdrowotnie, psychicznie.
Ale zacznijmy od początku. 😉 Pierwszy miesiąc to były takie nieśmiałe pierwsze kroki, bardziej poznanie swojego układu pokarmowego po zabiegu. Teraz balon pełni funkcję czujnika. 😀 Jestem w stanie bezbłędnie określić w której sałatce jest majonez, która potrawa była kupiona, a która zrobiona 😉 Czesio świetnie wykrywa dużą ilość konserwantów co motywuje mnie do większej samodzielności w kuchni. Kupiłam nowe gadżety – frytkownicę beztłuszczową (którą wszystkim polecam – pieczone bataty lub wędlina z indyka to petarda smakowa), w mojej kuchni pojawiły się kolejne pojemniki czy bidony na wodę i owoce na trening.
W pokoju znalazło się miejsce na matę, piłkę i gumy do rozciągania- raz w tygodniu ćwiczę w domu, poza treningami, z ćwiczeniami które polecają moi ukochani trenerzy z Avete.
Jeśli chodzi o treningi mam je 2x w tygodniu wraz z kolejnymi zajęciami zwiększamy intensywność ćwiczeń i ich zakres, są też atrakcje – drenaż limfatyczny, o którym pisałam Wam dziś na FB, kriokomora, badania wydolnościowe. Przede wszystkim poznaję swoje możliwości – ZROBIŁAM DESKĘ! – kilka powtórzeń po kilkanaście sekund – to mój sukces. 😉 Kolejnym sukcesem jest to, że początkowo na treningach w zalecanej prędkości ćwiczenia na orbitreku wytrzymywałam 30 sekund + 4 minuty własnym tempem, obecnie po czterech minutach odczuwam lekkie zmęczenie, a całościowo robię ok 10 min na orbitreku. 😉 Wytrzymuję całość rozgrzewki i cały około godzinny trening. Ćwiczenia są dostosowane do mnie, jeśli coś mnie boli lub mi się nudzi 😉 zmieniamy na inne.

Jeśli chodzi o kuchnię to bez problemu przychodzi mi picie odpowiedniej ilości płynów, nadal jestem zakochana w mięcie i rumianku, poza tym jedzenie 5 posiłków o w miarę regularnych godzinach (w weekendy daję sobie więcej snu i luzu 😉 ). Weekendowe leniuchowanie nadrabiam szalejąc w kuchni. Często gotuję coś specjalnego dla mojego syna w wersji dietetycznej.
W weekend piję tez 1 filiżankę kawy z połową łyżeczki cukru, pozostałe płyny w całym tygodniu, w tym kawę, piję bez dosładzania. Biorąc pod uwagę to, że przed implantacją wypijałam ok 30 kaw w tygodniu i każdą słodziłam łyżeczką cukru, to dziś w tygodniu piję max 2-3 kawy. Myślę ,że to pozytywna zmiana, a braku kofeiny już nie odczuwam. 😉

Co było najtrudniejsze przez ten miesiąc? Pozornie nie Święta, bo tutaj trzymałam się dobrze. Jadłam śledzie, sernik, dużo ryb, sałatki – oczywiście w rozsądnych ilościach mając z tyłu głowy to, ze nie warto zaprzepaścić 2 miesięcy mocnych treningów i diety dla 3 dni objadania. 😛
Najtrudniejszy był powrót po Sylwestrze do treningów- bałam się, że nie dam rady kondycyjnie i nie ukrywam, że pierwszy trening po powrocie był mega ciężki. 🙂 Pozwoliłam sobie też w trakcie Świąt i Sylwestra na alkohol- fakt nie są to duże ilości, niemniej jednak, Czesław sprawia, że inaczej się wchłaniają. Innymi słowy stałam się bardziej”ekonomiczna” 😉

Najważniejsze jak się okazuje dla mnie jest wsparcie psychiczne- mam cudownego synka który mi pomaga gotować i pyta czy na diecie mogę jeść określone produkty albo czy jakaś potrawa jest zdrowa bądź nie, mam wspaniałą grupę przyjaciół i znajomych z pracy którzy codziennie mnie motywują, jest Pan Doktor, Iza, moi Trenerzy z Avete- cały sztab ludzi którzy ułatwiają mi codzienne rozterki, podpowiadając co i jak zrobić kiedy nasuwają mi się różne pytania. Oczywiście jest jeszcze Agata z którą mogę na bieżąco wymienić się doświadczeniami, co też dużo mi daje.
Dodatkowo Pan Doktor ostatnio pochwalił moje efekty i zaangażowanie w BaloNowe Życie – Panie Doktorze, może dzięki Panu pierwszy raz zdobędę złoty medal- przy takich treningach, jakie zapewnia mi współpraca z Avete maratony stoją przede mną otworem 😀

Niemniej jednak mimo, że widzę na wadze ok 11 kg mniej, to nadal czuję, że dla mnie jest to początek drogi. Jedno wiem- ten rok będzie dla mnie przełomowy i nie mogę się doczekać czym mnie jeszcze zaskoczy. Najbardziej dziękuję WAM za codzienne wsparcie, słowa otuchy- to bardzo ważne dla kogoś kto każdego dnia CHCE walczyć o lepsze życie. 😉 Nie tylko w aspekcie zdrowotnym i wizualnym 🙂 Życzę Wam w nowym roku pogody ducha i wiary we własne możliwości bo te są nieograniczone 🙂

Buziak dla Was
Ania