6 miesięcy z balonem żołądkowym – Podsumowanie Agata.

Nadszedł ten czas kiedy trzeba podsumować moje 6 miesięcy życia z balonem. Szczerze? Chciałabym Wam tyle napisać, ale mam jeden wielki mętlik w głowie. W tym czasie zadziało się tyle pozytywnych rzeczy, że nawet nie wiem od czego zacząć, więc… zacznę od początku. 😉

2 listopada to był dzień, który zmienił moje życie o 180 stopni. To właśnie tego dnia dostałam szansę nie od życia, a od doktora Michała Spychalskiego, który we mnie uwierzył i dał mi szansę na życie w lepszym komforcie, samopoczuciu i zdrowiu. To właśnie tego dnia zaczęła się moja przygoda z balonem żołądkowym. Pierwsze przygotowania, konsultacje, pierwsze rozmowy z Panem Doktorem, które dały mi szansę i nadzieję na BaloNowe lepsze Życie.

Na początku się bałam. Praca, dom, dzieci myślałam „Dziewczyno, przecież masz na głowie tyle obowiązków i chcesz dołożyć sobie kolejny?” Cały czas sobie powtarzałam, że chyba oszalałam. Dzwoniłam do siostry, mamy i przyjaciół. Pytałam, rozmawiałam, konsultowałam i oglądałam tę decyzją z każdej strony. W końcu nadszedł ten dzień kiedy w 100% wiedziałam, że nie mogę przepuścić takiej okazji. Wiedziałam, że już drugi raz nikt nigdy mi nie da takiej drugiej szansy. Wystarczyła jedna „męska” decyzja i doktor Michał Spychalski, abym zmieniła swoje życie. Z perspektywy czasu powiem Wam, że życie na prawdę się zmieniło i to bardzo!

Pierwsze dni z balonem były okropne. Do tej pory pamiętam czas po zabiegu. Ból brzucha, wymioty, zmęczenie i senność wtedy myślałam kiedy to się w końcu skończy, ale również i w tym okresie nie zostałam sama. Mogłam liczyć na wsparcie naszej Kochanej (przez wielkie ,,K”) Pani Dietetyk Izy Nowak, która służyła dobrym słowem i podpowiadała jak mogę ulżyć swojemu cierpieniu. Doktor Michał Spychalski również nawet na chwilę nie zostawił mnie z tym samej. 🙂 Mogłam liczyć na wsparcie i dobre słowo. Do tej pory pamiętam gdy się obudziłam spojrzałam w telefon a tam 3 nieodebrane połączenia od Pana doktora. Byłam tak zmęczona, że nawet nie słyszałam telefonu, który dzwonił. Z całą pewnością mogę Wam powiedzieć, że Doktor nie jest osobą, która zostawi Cię samą z Twoim problemem.

Dalszym etapem mojej drogi była dieta i wysiłek fizyczny czyli to co zawsze było mi nie po drodze. 😀

Do tej pory znałam to jako milion internetowych diet-cud i wysiłek fizyczny do zajechania. Diet w swoim życiu przerobiłam masę, ale jak widać żadna nie pomogła a długo. 😛
Wysiłek fizyczny? Oczywiście, że tak! To też robiłam. Teraz mam świadomość dlaczego robiłam to źle. Szybko, dużo, intensywnie i tak, że po paru dniach już miałam dość. 😀

Jak to teraz wygląda? Iza nauczyła mnie, że dieta to nie są znikome ilości jedzenia i wieczne ograniczniki. Dziś już wiem, że dieta to po prostu zdrowy styl odżywiania, który towarzyszy nam na co dzień, a nie od święta. Moje pojęcie i podejście do diety zupełnie się zmieniło i widzę, że to, które mam teraz jest zdrowsze nie tylko dla mojego ciała, ale również dla głowy.

Wysiłek fizyczny stał się dla mnie przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem. W Centrum Medycznym AVETE pod okiem Pana Wojtka doceniłam to czym jest aktywność, to właśnie ten człowiek, który poświęcił mi kawał swojego czasu zaszczepił we mnie na nowo miłość do wysiłku fizycznego. Nikt we mnie chyba tak nie wierzył jak on. 😉 Było ciężko, czasem śmiesznie, a i czasem biedny Wojtek musiał mnie uciszać (straszna ze mnie gaduła :D). Pamiętne zdanie ,,Nie gadaj, ćwicz, oddychaj!” tkwi w mojej głowie co trening 😀 co jak co ale się troszkę ze mną chłopak namęczył 🙂 AVETE zmieniło również moje podejście do treningu z kobietami. Trening z Agatą zapamiętam do końca życia! Takich zakwasów nie miałam nigdy! Jak ktoś Wam powie ,,Idź ćwiczyć do kobiety, bo one są bardziej pobłażliwe” to nie dajcie się na to złapać! Nie są! Agata to w 100% udowodniła.

Karolina – kolejna petarda kochana, mała istota o wielkim duchu walki i motywacji! Pierwszy trening z Karoliną tak mnie wykończył, że 15 minut siedziałam w aucie nim odpaliłam guzik i odjechałam. Wykończyła mnie! Kolejne moje wyzwanie z tą kobietą to trening z Crossfitu. Zakochałam się w tym! Muszę przyznać, że troszkę tęskno mi za treningami w AVETE, ale Karolina w Fit Fabric wynagradza mi wszystko. 😉

Jak widzicie wszystko wygląda pięknie, ale nie zawsze tak było. Zdarzały się gorsze i lepsze okresy podczas całego procesu odchudzania.

W moim przypadku największą blokadą było zatrzymanie spadku wagi. Na początku winiłam siebie, jeszcze bardziej ograniczałam porcje jedzenia, więcej ćwiczyłam ale barierą, której nie byłam w stanie wyeliminować był ogromny stres w którym żyłam przez ostatnie miesiące. Sprawy rodzinne nie dawały mi spokoju, a im bardziej starałam się wszystko ułożyć w tym większy stres wpadałam.

W takich sytuacjach po pomoc zgłaszałam się do Izy. To właśnie ona uświadomiła mi jak wielką przeszkodą w odchudzaniu może być stres, zmartwienia i nieprzespane noce. Przed zabiegiem było z tym łatwiej- zawsze zajadałam stres. I teraz, w trakcie życia z balonem też miałam na to ochotę. Usiąść na kanapie z paczką czipsów i lodami truskawkowymi. Oj kusiło! Ale dzięki wsparciu, jakie w tym okresie okazała mi Iza wiedziałam, że nie mogę zawieść siebie i ludzi którzy we mnie wierzą. Nie było łatwo, ale ciągle się staram i małymi krokami idę do przodu. 🙂

Balon nie dał mi tylko szansy na lepsze życie. Dał mi coś zdecydowanie cenniejszego! Dzięki temu doświadczeniu poznałam wielu cudownych ludzi i to jest największa wartość tego projektu! Z kim ja bym teraz chodziła na tańce latino, jak nie z moją kochaną Anią i jej Czesławem?! Anią, która niejednokrotnie podnosiła mnie na duchu.  Szczerze Wam przyznam, że dobrze mieć kogoś takiego kto przechodzi to samo i rozumie Twoje słabości i rozterki:)

No dobrze! Nagadałam się i teraz czas na podsumowanie 6 miesięcy minęło, a za mną zgubionych prawie już 14kg. Mam pełną świadomość tego, że mogłoby być lepiej ale są rzeczy, których nie przeskoczymy. Cieszę się z małych sukcesów i jestem bardzo dumna z tego, że zrzucone ostatnio 4 kg tłuszczu udało mi się przekuć na 5 kg mięśni. 😉

Dziękuję, że jesteście ze mną od początku i wspieracie mnie do dnia dzisiejszego. Trzymajcie kciuki, aby było jeszcze lepiej!

Pozdrawiam Was serdecznie

Agata